Kampania prezydencka w Social Media, czyli kto jest polskim Obamą

Jedno z najchętniej retweetowanych zdjęć w historii Twittera - zdjęcie przedstawiające radość pary prezydenckiej po wygranej.
Jedno z najchętniej retweetowanych zdjęć w historii Twittera - zdjęcie przedstawiające radość pary prezydenckiej po wygranej. twitter.pl
Uwielbiam Baracka Obamę. I totalnie nie chodzi mi o politykę, jaką on uprawia. Prezydent Stanów Zjednoczonych ma po prostu świetny PR. Zwłaszcza ten (co mnie szczególnie interesuje) w Social Media. Jak to pisze się na Twitterze - on umie w Internety. Tak, wiem, porównywać politykę czy PR polityczny nasz do zachodu, to jak plewić pole minowe, ale tutaj występuje niebezpieczna przepaść.

W 2008 roku startowała wielka kampania prezydencka Baracka Obamy. Była to pierwsza w historii kampania, która obejmowała praktycznie wszystkie wtedy dostępne kanały społecznościowe:

- Facebook
- Twitter
- YouTube
- Podcasty
- MySpace
- Tumblr
- Blog
- i inne

Ilu obecnych kandydatów prowadzi JAKIEKOLWIEK działania - poza, rzecz jasna, Facebookiem czy Twitterem?

No właśnie.

Powiecie, że to nie ma znaczenia?

Jak czytamy we Forbsie: Według badań Nielsen Research, kandydat, o którym więcej mówiono w mediach społecznościowych, w 75 proc. przypadków ostatecznie wygrywa wybory.

Raz jeszcze powtórzę zdanie, które pisałem już we wcześniejszym wpisie: Można było psioczyć na Donalda Tuska, na jego politykę, afery, ale komunikację na Twitterze miał (jako Premier) wzorcową.

Niestety, obecna Pani Premier gubi się nie tylko w ilości protestów, ale i również w Social Media. Premier Ewa Kopacz nie komunikuje się z narodem w inny sposób niż przez konferencje telewizyjne/prasowe, co buduje dystans ze społeczeństwem. Wydaje mi się to bardzo nienowoczesne.

Wróćmy jednak do kampanii prezydenckiej.

Jak myślicie, który z polityków (o naszych wcześniejszych prezydentach nie wspominając) odważyłby się nagrać taki film:

Jak długo żyję, jeszcze nie spotkałem się z choć próbą stworzenia podobnego klipu w Polsce. A każdemu (!!!) naszemu politykowi przydałoby się ocieplenie wizerunku.

Spójrzmy teraz na obecnych kandydatów (skupię się tu na top4 w sondażach) na urząd Prezydenta - jak radzą sobie na kanałach społecznościowych (oczywiście mowa o Facebooku i Twitterze, na próżno szukać ich na innych):

- Bronisław Komorowski - Prezydent, oprócz napisania postu na Facebooku o postanowieniu ponownej kandydatury, nie zrobił nic więcej. To, co mnie zszokowało, to strona:www.BronislawKomorowski.pl
To absurd i brak perspektywicznego myślenia, by kandydat na Prezydenta (którym jest już 5 lat!) nie miał własnej strony!
Twitter @prezydentpl jest prowadzony skandalicznie źle. Przegrane debaty słowne albo takie dziwne tweety:
Ogólnie, wydaje mi się, że Prezydent Komorowski podchodzi do całej kampanii nad wyraz spokojnie - co jest godne podziwu - zwłaszcza, widząc jak świetnie radzi sobie jego największy rywal.
- Andrzej Duda - jest dobrze. Przyznaję - mimo że nie jestem jego elektoratem - gratuluję, świetnego startu i buzzu w Internecie. Ma najładniejszą stronę -www.andrzejduda.pl
Jest również Instagram prowadzony bardzo prosto (można dodać jakieś cytaty do zdjęć, więcej polskiej flagi czy poprawić jakość) mimo to - jest. Kanał na YouTubie zoptymalizowany i prowadzony z pomysłem (oprócz nart...). Na Twitterze kandydat jest aktywny i bez większych wpadek. Pan Duda przoduje. I to bez dwóch zdań.
- Magdalena Ogórek - fenomen. Nigdzie jej nie ma, a każdy o niej pisze i mówi. Nie wiem, kto wymyślił strategię, ale ten ktoś jest albo geniuszem albo ma ogromne szczęście, że mu to wypaliło.
Strona www.magdalenaogorek.eu jest paskudna i bez pomysłu. Prowadzi bloga w naTemat dlaczego więc nie napisze tutaj swojego programu?!
Jako jedyna kandydatka ma swój profil na Filmwebie.
Twitter bez dialogu. Pani Magdalena to, raz jeszcze powtórzę, fenomen. Gdyby nagrała film na YouTuba albo napisała chociażby tweeta do Putina w sprawie tego telefonu, to by zyskała sympatię i przynajmniej cień wiary, że to nie są puste słowa. A tak - cisza.
(Instagram byłby tu doskonałym narzędziem dla Pani Ogórek i piszę to totalnie na poważnie).

- Janusz Palikot - stara się. Jest bardzo aktywny na Twitterze:
Na Facebooku publikuje swoje punkty na Plan Polski (doskonały pomysł). Stronę www.januszpalikot.pl spotkał ten sam los, co naszego obecnego prezydenta - ale żywo wszystko komentuje na blogu. Nawet Instagram znalazłem! Janusz Palikot prowadzi też kampanię na specjalnym blogu prowadzonym w naTemat.
Rozpoczął z przytupem - i utrzymuje poziom.

Podsumowując, w internecie większe zasięgi ma średniej półki blogerka modowa niż którykolwiek kandydat.

I wcale nie jest to zabawne.

Ja rozumiem, że to początek kampanii prezydenckiej i że wszystko się jeszcze może wydarzyć, ale wydaje mi się, że brakuje w sztabach wyborczy młodych ludzi, którzy przekonaliby, że jeżdżenie busem i picie herbaty z wyborcami - to obecnie ZA MAŁO.

A wystarczy odrobinę pomyśleć.

Parę przykładów.

Co się najlepiej udostępnia (KLIKA) w Internecie?
Koty i psy!
No to co robi sztab Obamy?
Tworzy fanpage Pet Lovers for Obama. Banalna w swej prostocie, dodatkowa treść do zjednywania sobie wyborców (i wspierania datkami Obamy).

Co jest teraz na topie w Internecie?
YOUTUBE.
I znowu - Barack Obama - zgadza się na wywiad z trzema amerykańskimi YouTuberami.

Czy ktokolwiek z naszych kandydatów wpadł na podobny pomysł?!

Jakby co - ja jestem i czekam z mikrofonem. Z chęcią zadam mnóstwo pytań każdemu z kandydatów. Czy ktokolwiek się odważy przyjąć to YouTubowe wyzwanie? Materiał na pewno bym opublikował w NaTemat.

I już kończąc - na początek kampanii prezydenckiej polecam obejrzeć genialny serial House of Cards, gdzie główny bohater Frank Underwood może i nie umie obsługiwać Twittera, ale wie, że czasy się zmieniają i trzeba iść z duchem czasu:
Wie również to, że większość wyborców nie ma pojęcia o planie wyborczym. Nikogo to za bardzo nie interesuje. Ważne jest to, gdzie i koło kogo stoisz oraz (przede wszystkim!), jak o Tobie mówią (i jak często!!).

Dlatego te słowa Billa Gatesa: Gdyby został mi ostatni dolar w kieszeni, wydałbym go na PR - nabierają nowego znaczenia. Zwłaszcza w XXI wieku.
Trwa ładowanie komentarzy...