Grupa naTemat

Mam 26 lat i nie narzekam

Tak wygląda osoba, która totalnie nie narzeka ;-)
Tak wygląda osoba, która totalnie nie narzeka ;-) Czarno-biała mikrofalówka.
Od jakiegoś czasu wylewa się wiadro pomyj na młodych ludzi. Na młodych Polaków. Na Polskę. ''Tu nie ma pracy'' - mówią. ''Trzeba wyjechać za chlebem'' - piszą. ''Kiedyś było lepiej'' - krzyczą. Ludzie wysyłają Listy do Gazety Wyborczej, że młodzi teraz to tylko Korwiniści, że potrafią jedynie wywieszać transparenty - PRECZ Z KOMUNĄ! Ja zaś uważam, że młodzi nie są tacy źli. Chcemy się uczyć, chcemy zdobywać nowe doświadczenia, jesteśmy otwarci. Tylko, nie wszystkim się chce. Po prostu.

Pomysł na wpis zrodził się po przeczytaniu Listu Pani Elizy Dzisiejsi 20-latkowie ciut trącą koszmarem


Mam 26 lat i jestem szczęśliwy. Serio.
Studiowałem Filozofię - kierunek zewsząd krytykowany bo:
- nieprzyszłościowy
- produkujący nierobów
- teraz tylko informatyka

A jednak. Udało się. Jak?

W czasie studiów pracowałem. Pracowałem od zawsze. Od kiedy ukończyłem 18 lat. Przez długi czas byłem związany z gastronomią. Byłem barmanem. I to niezłym (nie tyle miksologicznie co bardziej sprzedażowo). Pracowałem, studiowałem, bawiłem się, czytałem, pisałem i starałem się nigdy nie narzekać. Na studiach, jak była możliwość wzięcia udziału w jakimkolwiek wydarzeniu, pracy, stażu - brałem ją. Gdy szukali prezentera do radia studenckiego - zgłosiłem się. Gdy szukali redaktora do portalu kulturalnego - zgłosiłem się. Ach, tak, zapomniałem - oczywiście pro bono. W międzyczasie, pracowałem za barem by mieć na mieszkanie, chleb, ubrania. Starczało. W sumie, nawet zostawało.

Gdy była możliwość wyjechania do Anglii, do pracy - powiedziałem - dlaczego nie? Otwarte granice, poznam ciekawych ludzi, poznam język, zarobię. Czy bałem się? Jak cholera. Jestem jednak zdania, że spróbować trzeba wszystkiego (teraz, dla przykładu, chcę skoczyć na Bungee). Również pracy za granicą. W Londynie mnie okradli. Z oszczędności zostało mi tyle, że mogłem kupić chleb tostowy, Cydr i puszkę groszku (i w sumie to kupiłem). Załamałem się? Trochę. Narzekałem? Odrobinę. Nie poddałem się jednak. Pracowałem jeszcze ciężej, jeszcze dłużej. Gdy przyjechałem do Polski, to miałem podniesioną głowę i portfel z zaoszczędzonymi pieniędzmi.

Po studiach, gdy tylko dowiedziałem się, że jest możliwość stażu w jednej z agencji kreatywnych - zgłosiłem się. Udało się.

Oczywiście, mogłem narzekać - że za darmo, że muszę pracować wieczorami, że brak mi czasu. Mogłem. Ale wiecie co? Nie miałem na to czasu. Wolałem pracować. Wolałem się dokształcać. Wolałem chodzić na konferencję branżowe. Wolałem pisać. Wolałem czytać. Wolałem wszystko - byle nie narzekać.

Narzekanie jest dla słabych.

Obecnie mam 26 lat (jeszcze). Za sobą multum różnych stażów, konferencji, warsztatów a dzięki temu wszystkiemu posiadam to co jest Waszym (tak, Wy, młodzi, Milenialsi, Generacja Y, czy jak Was jeszcze nazywają) głównym powodem do narzekań - doświadczenie. Doświadczenie, które dosłownie leży na ulicy (a dokładniej na Facebooku). Nie ma tygodnia bym w kalendarzu nie miał zapisanego jakiegoś warsztatu, konferencji. Nie ma.

Po Filozofii, po pracy za barem, po stażach, po pracach ze Startupami czy firmach eventowych - razem ze znajomymi - stworzyliśmy dział w Agencji Reklamowej specjalizujący się w pijarze (głównie Social Media) gastronomicznym. Pierwszy taki dział w Polsce.

Da się? Da.

Tak, jestem szefem.
Tak, dalej mam 26 lat.
Tak, jestem szczęśliwy.
A Ty?

Dalej chcesz narzekać?

#NIEnarzekam
Wojtek
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaPolska
Skomentuj